Minimalizm

Notes minimalisty – w moim notesie… “Mniej znaczy więcej”

Nie wszyscy prowadzą notes i nie wszyscy prowadzą kalendarz, ale Ci którym jest to bliskie, na pewno znają niektóre z tych problemów:

  1. Notatki porozrzucane w różnych miejscach i generalny nieład.
  2. Niemożność znalezienia czegokolwiek w stresie.
  3. Zagubione hasła do kont i portali. No to klops…
  4. Telefon się zepsuł i wszystkie kontakty przepadły.
  5. Zagubione przepisy na ulubiona dania. (No przecież tutaj była ta kartka. Nie widziałeś jej?)
  6. i wiele innych… zależnie od zainteresowań danej osoby
  7. Nałogowe wyrywanie kartek (a później wygląda, jakby przez notatnik przeszło tornado).

Wiele tych problemów można rozwiązać po prostu zapisując wszystko w jednym notatniku. Trzymając się tej reguły, możemy w każdej sytuacji odnaleźć notatki, loginy, kontakty w tym samym miejscu. Nie tracąc czasu. Nie psując sobie nerwów.

Ważne by lubić swój notes.

Nie namawiam nikogo do konkretnej marki, rozmiaru, liniatury. Wnioski, które wyciągnęłam są oparte na moich prywatnych preferencjach.

Rodzaj papieru

Wypróbowałam różne notesy, tanie i droższe, jednak powracającym decydującym czynnikiem wyboru był zawsze rodzaj papieru. Jeden był linie, a drugi w kratkę. O ile linia przeważnie się u mnie nie sprawdzała, bo dużo więcej miejsca zajmował ten sam tekst w stosunku do kratki, to problem przy kratce był taki, że, gdy kratka była zbyt ciemna, to tekst stawał się nieczytelny. Czyste strony też przerobiłam, ale z racji tego, że na pustej kartce piszę szlaczkiem, to nie nadawało się to rozwiązanie na notes.

Rozwiązanie nadeszło i było całkiem zaskakujące

To coś co łączyło przejrzystość pustej kartki i możliwość pisania prosto były… KROPKI! 

Myślę, że ktoś kto, na to wpadł, by zastosować w notesach, zasługuje na Nobla.

Tak więc, szukając notatnika w kropki najpierw natknęłam się na Moleskine w jakimś sklepie papierniczym, ale ostatecznie zdecydowałam się na Leuchtturm1917. Tutaj akurat na zdjęciach jest kalendarz Leuchtturm1917.

Notes Leuchtturm1917 w skórzanej okładce z ciuchlandu. Ukochany Parker Jotter. I metalowy ołówek automatyczny Koh-i-Noor Hardtmuth.
Notes ma identyczny rozmiar jak kalendarz Leuchtturm1917.

Kalendarz Leuchtturm1917 w środku.

Co mnie przekonało jeszcze do Leuchtturm1917?

  1. Numerowanie stron – zniwelowało wyrywanie kartek, bo później brakuje stron.
  2. Spis treści – jak się zapełni notes w całości, to łatwiej jest szukać
  3. Szmaragdowy kolor okładki, zaprojektowany by pasował do ukochanego długopisu Parker Jotter.
  4. Napisy i linie w szarościach – wysmakowany styl i przejrzystość.
  5. Zaokrąglone rogi – nic się nie zagina
  6. Na kropkach łatwo rysować własne tabelki “szyte na miarę” wg moich potrzeb.
Notes kiedyś kontra notes dzisiaj. Było gorzej…

I oczywiście tak, jak notes jest tylko jeden, tak i długopis, którym piszę na co dzień również jest jeden. Kogoś może to dziwić, że łatwo zgubić, że na to konto może mieć 10 darmowych, ale na tym właśnie polega minimalizm. By mieć jedną, lecz dobrą i ukochaną rzecz.

Używacie notesów, kalendarzy? Czy to zbędny przeżytek w dobie cyfryzacji?

Już niedługo post o aplikacjach do planowania czasu 🙂

Buziaki.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *